Maroko 2019

Organizujesz imprezę, szukasz pilota lub drugiego samochodu dla towarzystwa, itp
waldekryba
4X4 Szczecin
Posty: 2347
Rejestracja: pt 28 sty, 2011

Re: Maroko 2019

Postautor: waldekryba » czw 07 mar, 2019

A gdzie zdjęcia narciarzy , skoro było tak zimno .
Haaa haaaaa hiii hiii !!!!!!!

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7040
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » czw 07 mar, 2019

...Sylwester w Maroku, to ciut inny sylwester niż w Europie. Trochę mniej hucznie obchodzony. Za DJ'a robił u nas "zespół ludowy z Sudanu". Poczatkowo ich "muzyka" była nawet fajna, lecz po kwadransie już nam sie przestała podobać a po godzinie stała się irytująca ! i tak ze cztery godziny. Całe szczęście że mieliśmy duży zapas swojej gorzały, bo na trzeźwo te hity rodem z Sudanu były nie do przyjęcia ;-).
Rano pierwszego stycznia szybkie śniadanie a potem wypakowywanie wyszystkiego zbędnego z samochodów. W hotelu zostają lodówki, zapasy wody, zbędne bagaże. Jedziemy pokozaczyć po piaszczystej pustyni, po ergu. Krótkie aczkolwiek treściwe szkolenie jak sie poruszać po tej wielkiej piaskownicy . Spuszczanie cisnienia w oponach do 0,8 atm i w drogę. Na wydmy. Trochę się gubię, ponieważ nie ma tu wytyczonego szlaku, można jechać dosłownie wszędzie, w każdym kierunku. Nie wiadomo czy po zjechaniu w dół wydmy dam radę spowrotem wjechać pod górę. Mniejsze wydmy pokonuję bez zbytniego problemu, mniejsze tzn takie po 5-15 metrów. Mój cztery-dwa basowo dudni i dzielnie pokonuje kolejne piaszczyste podjazdy. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i postanowiłem zdobyć większe wydmy. Podjeżdżam pod upatrzoną górę żóltego piachu, przygazówka dwójka ogień -trójka pełen gaz i ... trzy tony żelastwa nie wczołgały się na grzbiet. Powtórka, dwójka, trójka ogień ! i... juz był w ogródku, już sie witał z gąską ! :-). Niestety. Za mało mocy. Wybieram inne wydmy, niekoniecznie mniejsze, ale na pewno z możliwością większego rozpędu i... wiktoria ! Podjazd zaliczony. Przy okazji odkrywam,że piach w jednym miejscu jest twardy dający spokojnie możliwość jazdy po nim, a z kolei ciut obok już jest grząską pułapką. Nie wiem od czego to jest zależne. Nie udało mi się również rozpoznać "na oko" róznicy. Ciekawym jest jeszcze to,ze jazda po ergu nie powodowała zapylenia, tam się po prostu nie kurzyło za samochodami.
Takie zabawy w piaskownicy trwają parę godzin. Temperatura w okolicach południa sięgnęła 27-28 stopni. Przy okazji tych rajdów po wydmach utwierdziłem się w osądzie, że trzytonowy Partol nie jest najlepszą rajdówką na te wydmy. Za ciężki i za słaby. Fajnie by było mieć na te wydmy taką rajdówkę dakarową. Nawet taką z którejś Baji z poligonu drawskiego.
Po szaleństwach na wydmach wracamy do Merzougi, i jedziemy do city ;-). A centrum to jedna ulica w stanie fatalnym, centralny placyk dwa sklepy i restauracja. I już. A jest jeszcze stacja benzynowa. W sklepie wszyscy kupują karty do internetu 10 GB w cenie około 100 MAD.
Jest to zdecydowanie bardziej opłacalne niż używanie "europejskiego internetu". Po zakupach jedziemy nad okoliczne rozlewiska podglądać flamingi. Niestety flamingi się przeniosły w miejsce niedostepne dla zmotoryzowanych turystów. Wracamy do hotelu aby przy szklaneczce czegoś mocniejszego opowidadać o przezyciach na wydmach. Wieczór okazuje się dłuugi ;-)
Po śniadaniu ruszamy w dalszą drogę i w wiosce Mtis opuszczamy drogi utwardzone i wjeżdżamy ponownie na pustynię. Mamy przed sobą około 250 km bezdroży. Jako,że jadę pod koniec kolumny kurz jaki podrywają spod kół moi poprzednicy jest bardzo gęsty i dla bezpieczeństwa włączamy halogeny z tyłu samochodów aby choć trochę widzieć poprzednika. Droga jest nie równa, pełna kolein i rozpadlin po opadach deszczu.Temperatura znów w okolicach 23-25 stopni. Zwiększamy dystanse między autami i już z większą prędkoscią pędzimy w głąb pustyni. Znów wjeżdżamy na hamadę,kamyki spod kół uderzają po karoserii i po szybach. Trzeba uważać. Ciągle manewruję celując w drogę i omijając rozpadliny. Po jakimś czasie krajobraz staje się już całkiem pustynny, gdzieniegdzie widać zwietrzałe pagórki lub postrzepione skały.
Dojeżdżamy do wyschniętego jeziora i urządzamy sobie wyścig równoległy. Płaska przestrzeń przed nami ma na oko ze 4 kilometry długości i ze trzy szerokości. Podłoże idealnie płaskie. Jedynka -but, dwójka, trójka, turbina pompuje duużo powietrza w sześć cylindrów , czwórka i na budziku z 8 prawie 9 dych. Niby nie dużo ,ale na luźnym podłożu ta prędkość robi wrażenie. Jadąca obok mnie Toyota Bush Taxi nie ma szans z SuperPatrolemSuper :-). Dla funu powtarzamy wyścig w druga stronę. Po tych zabawach znów jedziemy dalej w kierunku pd-zach. W kierunku Zagory.Aha, zapomniałem dodać,ze od rana jedziemy trasą rajdu Paris-Dakar z połowy lat '90. Tumany kurzu znów nam towarzyszą. A zakurzenie osiąga swoją kumulację gdy wjeżdżamy w fesz fesz. Czyli w taki bardzo drobny piach podobny do popiołu lub mąki. Jazda jest po prostu bajeczna. Wiatr rozwiewa kurz i widać całą panoramę przed samochodem. I znów reduktor dwójka i but-trójka i pełen ogień. Za Patrolem istne piekło, wydech skierowany w glebę robi swoje ;-). idę pełnym gazem i bacznie wypatruję drogi przed maską. Jako,że jedziemy przez niskie krzaki, drogi są w wielu miejscach i tylko od kierowcy zalezy którą z nich jedzie a wszystkie one i tak sie schodzą na koniec w jednym miejscu.
Niestety, bądż za mała prędkość bądź mała umiejętność jazdy w piachu powoduje ,że paru kolegów zakopuje się. Oczywiście dzielny Patrol z swoim kierownikiem podąża im na pomoc ;-). W ruch idzie wyciągarka i po paru minutach wszyscy są "ocaleni".
Droga w fesz feszu sie kończy i zaczyna sie znów hamada. Równa jak stół i szeroka po horyzont. Bardzo fajnie wręcz zajebiście się tak pędzi po takiej szerokiej szutrówce. I takie klimaty oraz podłoże towarzysza nam już do końca dnia. Każdy kierowca sam szuka sobie optymalnej trasy przejazdu, a widoczność jest na parenaście kilometrów przed nami. Przy okazji organizujemy sobie znów wyścigi po tej równinie.
Na parenaście kilometrów przed Zagorą wjeżdzamy na asfalt. i od razu pojawiają się samochody terenowe [przeważnie Land Rovery] z reklamami warsztatów samochodowych. Proponują kompletny przegląd samochodu, przedmuchanie filtra powietrza i każda naprawę uszkodzonego pojazdu. Informację o naszej kolumnie pewnie mieli z mijanych na trasie oberży, których byłe z pięć po środku pustyni. Późnym wieczorem zajeżdżamy na camping w Zagorze. To był długi i zajebisty dzień pełen offroadowych wrażeń...

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek
prezes, po prostu prezes

waldekryba
4X4 Szczecin
Posty: 2347
Rejestracja: pt 28 sty, 2011

Re: Maroko 2019

Postautor: waldekryba » czw 07 mar, 2019

Ufffff , teraz to się spociłem , zapuszczone futro zgolić muszę . :572:

waldekryba
4X4 Szczecin
Posty: 2347
Rejestracja: pt 28 sty, 2011

Re: Maroko 2019

Postautor: waldekryba » ndz 17 mar, 2019

Piotrze , zaspałeś ?

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7040
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 17 mar, 2019

Nie, czekam na Jacka.
:oops:
prezes, po prostu prezes

Awatar użytkownika
Tanto
4X4 Szczecin
Posty: 3913
Rejestracja: pn 21 maja, 2007
Lokalizacja: Szczecin/ Dobra k.Now
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: Tanto » ndz 17 mar, 2019

oj tam, oj tam... budujemy napięcie ;-) ale jutro wrócę już do cywilizacji
Suzuki SJ510 LWB '85 "Kozunia"

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7040
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 17 mar, 2019

Kemping całkiem przyzwoity z niczego sobie węzłem sanitarnym. Na miejscu jest nawet kuchnia która przygotowuje posiłki dla chętnych. Samochody stoją wśród wysokich palm daktylowych. Cicho i spokojnie. W nocy temperatura spadała do zera, ale jakoś specjalnie zimno nie było. Na kempingu dużo zmotoryzowanych turystów z Niemiec i Francji. Stoi parę ciężarówek 4x4 oraz oczywiście terenówki. Zwykłych camperów na Fiacie czy Peugeocie też jest paręnaście.
Zagora leży na południu Maroka i jest chyba ostatnim "dużym" miastem w tej części kraju. Jakoś mi się skojarzyła z miastem przemytników z planety Tatooine z Gwiezdnych Wojen ;-). Wieczorem przespacerowałem się po mieście. Dość ciekawe to miejsce na ziemi. Niestety towarzyszy i tu widziany wcześniej afrykański bałagan. Piękne place i aleje sąsiadują z obskurnymi, brudnymi i zaniedbanymi zaułkami i uliczkami. Co sprawia czasami przygnębiające wrażenie. Przy okazji znalazłem też "ulicę warsztatową". W życiu takiego rozgardiaszu nie widziałem. Dookoła garaży porozrzucane części silnikowe, części karoseri [w zależności od specjalności warsztatu]. Wszędzie porozlewany olej lub ropa. Przy naprawianych samochodach stojące grupki oglądaczo-podpowiadaczy. Zdziwił by się ten który by myslał, że tam można tylko naprawić trzydziestoletnie Mercedesy lub Citroeny. Pod warsztatami widziałem cały przekrój terenówek, od Dyskotek trójek, przez paroletnie Toyoty na Patrolach kończąc. Ci mechanicy mają ręce pełne roboty przy samochodach zjeżdżających z pustynnych szlaków. Nie każdy szofer potrafi ogarnąć swego stalowego rumaka i stąd niestety awarie sprzętu.
Rano nasza karawana rusza w dalszą drogę.Kierujemy się na północ w kierunku Atlasu Średniego a dokładnie w kierunku Tinghir.
Krajobrazy z plaskich pustynnych powoli się zmieniają w górzyste. Jedziemy korytem wyschniętej rzeki, pod kołami mamy różne kamulce, od żwirku po kamloty wielkości głowy. Dość długo szukamy dogodnego wyjazdu z koryta. Zaczynamy się wspinać na przełęcze po drodze mijając wąwozy i kaniony niejednokrotnie 100 metrowej głębokości. Nie zdawałem sobie sprawy,że góry mogą mienić taką ferią barw. Od czerni przez szarości po zieleń oraz brąz. Zwyczajowo w mijanych wioskach spotykamy gromady dzieciaków z wyciągniętymi rękami "po coś od nas". Choć żebranie tutaj nie jest tylko domeną dzieci, dorośli również oczekują od nas czegokolwiek.
Co chwila zmieniamy kierunek jazdy tak jak nas prowadzą skalne półki po których się poruszamy. Szerokość tych ścieżek waha się od szerokich "dwukierunkowych" po wąziutkie ledwo mieszczące Patrola. I znów towarzyszy mi wieczny "banan" na twarzy kiedy przez otwarte okno słyszę niski bas dobiegający z mojego wydechu. Pięknie pracuje rzędowa szóstka z wolnym wydechem ;-) . W pewnym momencie droga jest tak wąska a nawis skalny nie pozwala na zboczenie ze szlaku. Jesteśmy zmuszeni zbudować objazd dla najszerszego auta z naszej kolumny. Samochody z wysokim zawieszeniem same pokonują ten problematyczny odcinek. I takie włóczenie po górskich ścieżkach towarzyszy nam do wieczora z przerwą na obiad we wczesnych godzinach popołudniowych.
Z ostatniej przełeczy zjeżdzamy bardzo ciasną serpentyną, na zakrętach, a właściwie agrawach 180 stopni niejednokrotnie zawracam Patrolem na dwa razy. Było na prawdę ciasno. Po zjeżdzie na równinę pędzimy dość szybko szutrówkami do Tanghiru. W mieście zaliczamy stacje paliw, robimy szybkie zakupy. Pieczywo, napoje, owoce. Znajdujemy również monopolowy. Niestety ceny zabijają.
Ja na szczęście mam jeszcze "mały zapasik" z hiszpańskiego Lidla i bałtyckiego promu ;-)
Tę noc spędzimy w hotelu. Hotel Kasbah Taborihte. Oj będzie "wypas" ;-)
prezes, po prostu prezes


Wróć do „Imprezy 4x4”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości