Maroko 2019

Organizujesz imprezę, szukasz pilota lub drugiego samochodu dla towarzystwa, itp
waldekryba
4X4 Szczecin
Posty: 3213
Rejestracja: pt 28 sty, 2011

Re: Maroko 2019

Postautor: waldekryba » czw 07 mar, 2019

A gdzie zdjęcia narciarzy , skoro było tak zimno .
Haaa haaaaa hiii hiii !!!!!!!

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » czw 07 mar, 2019

...Sylwester w Maroku, to ciut inny sylwester niż w Europie. Trochę mniej hucznie obchodzony. Za DJ'a robił u nas "zespół ludowy z Sudanu". Poczatkowo ich "muzyka" była nawet fajna, lecz po kwadransie już nam sie przestała podobać a po godzinie stała się irytująca ! i tak ze cztery godziny. Całe szczęście że mieliśmy duży zapas swojej gorzały, bo na trzeźwo te hity rodem z Sudanu były nie do przyjęcia ;-).
Rano pierwszego stycznia szybkie śniadanie a potem wypakowywanie wyszystkiego zbędnego z samochodów. W hotelu zostają lodówki, zapasy wody, zbędne bagaże. Jedziemy pokozaczyć po piaszczystej pustyni, po ergu. Krótkie aczkolwiek treściwe szkolenie jak sie poruszać po tej wielkiej piaskownicy . Spuszczanie cisnienia w oponach do 0,8 atm i w drogę. Na wydmy. Trochę się gubię, ponieważ nie ma tu wytyczonego szlaku, można jechać dosłownie wszędzie, w każdym kierunku. Nie wiadomo czy po zjechaniu w dół wydmy dam radę spowrotem wjechać pod górę. Mniejsze wydmy pokonuję bez zbytniego problemu, mniejsze tzn takie po 5-15 metrów. Mój cztery-dwa basowo dudni i dzielnie pokonuje kolejne piaszczyste podjazdy. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i postanowiłem zdobyć większe wydmy. Podjeżdżam pod upatrzoną górę żóltego piachu, przygazówka dwójka ogień -trójka pełen gaz i ... trzy tony żelastwa nie wczołgały się na grzbiet. Powtórka, dwójka, trójka ogień ! i... juz był w ogródku, już sie witał z gąską ! :-). Niestety. Za mało mocy. Wybieram inne wydmy, niekoniecznie mniejsze, ale na pewno z możliwością większego rozpędu i... wiktoria ! Podjazd zaliczony. Przy okazji odkrywam,że piach w jednym miejscu jest twardy dający spokojnie możliwość jazdy po nim, a z kolei ciut obok już jest grząską pułapką. Nie wiem od czego to jest zależne. Nie udało mi się również rozpoznać "na oko" róznicy. Ciekawym jest jeszcze to,ze jazda po ergu nie powodowała zapylenia, tam się po prostu nie kurzyło za samochodami.
Takie zabawy w piaskownicy trwają parę godzin. Temperatura w okolicach południa sięgnęła 27-28 stopni. Przy okazji tych rajdów po wydmach utwierdziłem się w osądzie, że trzytonowy Partol nie jest najlepszą rajdówką na te wydmy. Za ciężki i za słaby. Fajnie by było mieć na te wydmy taką rajdówkę dakarową. Nawet taką z którejś Baji z poligonu drawskiego.
Po szaleństwach na wydmach wracamy do Merzougi, i jedziemy do city ;-). A centrum to jedna ulica w stanie fatalnym, centralny placyk dwa sklepy i restauracja. I już. A jest jeszcze stacja benzynowa. W sklepie wszyscy kupują karty do internetu 10 GB w cenie około 100 MAD.
Jest to zdecydowanie bardziej opłacalne niż używanie "europejskiego internetu". Po zakupach jedziemy nad okoliczne rozlewiska podglądać flamingi. Niestety flamingi się przeniosły w miejsce niedostepne dla zmotoryzowanych turystów. Wracamy do hotelu aby przy szklaneczce czegoś mocniejszego opowidadać o przezyciach na wydmach. Wieczór okazuje się dłuugi ;-)
Po śniadaniu ruszamy w dalszą drogę i w wiosce Mtis opuszczamy drogi utwardzone i wjeżdżamy ponownie na pustynię. Mamy przed sobą około 250 km bezdroży. Jako,że jadę pod koniec kolumny kurz jaki podrywają spod kół moi poprzednicy jest bardzo gęsty i dla bezpieczeństwa włączamy halogeny z tyłu samochodów aby choć trochę widzieć poprzednika. Droga jest nie równa, pełna kolein i rozpadlin po opadach deszczu.Temperatura znów w okolicach 23-25 stopni. Zwiększamy dystanse między autami i już z większą prędkoscią pędzimy w głąb pustyni. Znów wjeżdżamy na hamadę,kamyki spod kół uderzają po karoserii i po szybach. Trzeba uważać. Ciągle manewruję celując w drogę i omijając rozpadliny. Po jakimś czasie krajobraz staje się już całkiem pustynny, gdzieniegdzie widać zwietrzałe pagórki lub postrzepione skały.
Dojeżdżamy do wyschniętego jeziora i urządzamy sobie wyścig równoległy. Płaska przestrzeń przed nami ma na oko ze 4 kilometry długości i ze trzy szerokości. Podłoże idealnie płaskie. Jedynka -but, dwójka, trójka, turbina pompuje duużo powietrza w sześć cylindrów , czwórka i na budziku z 8 prawie 9 dych. Niby nie dużo ,ale na luźnym podłożu ta prędkość robi wrażenie. Jadąca obok mnie Toyota Bush Taxi nie ma szans z SuperPatrolemSuper :-). Dla funu powtarzamy wyścig w druga stronę. Po tych zabawach znów jedziemy dalej w kierunku pd-zach. W kierunku Zagory.Aha, zapomniałem dodać,ze od rana jedziemy trasą rajdu Paris-Dakar z połowy lat '90. Tumany kurzu znów nam towarzyszą. A zakurzenie osiąga swoją kumulację gdy wjeżdżamy w fesz fesz. Czyli w taki bardzo drobny piach podobny do popiołu lub mąki. Jazda jest po prostu bajeczna. Wiatr rozwiewa kurz i widać całą panoramę przed samochodem. I znów reduktor dwójka i but-trójka i pełen ogień. Za Patrolem istne piekło, wydech skierowany w glebę robi swoje ;-). idę pełnym gazem i bacznie wypatruję drogi przed maską. Jako,że jedziemy przez niskie krzaki, drogi są w wielu miejscach i tylko od kierowcy zalezy którą z nich jedzie a wszystkie one i tak sie schodzą na koniec w jednym miejscu.
Niestety, bądż za mała prędkość bądź mała umiejętność jazdy w piachu powoduje ,że paru kolegów zakopuje się. Oczywiście dzielny Patrol z swoim kierownikiem podąża im na pomoc ;-). W ruch idzie wyciągarka i po paru minutach wszyscy są "ocaleni".
Droga w fesz feszu sie kończy i zaczyna sie znów hamada. Równa jak stół i szeroka po horyzont. Bardzo fajnie wręcz zajebiście się tak pędzi po takiej szerokiej szutrówce. I takie klimaty oraz podłoże towarzysza nam już do końca dnia. Każdy kierowca sam szuka sobie optymalnej trasy przejazdu, a widoczność jest na parenaście kilometrów przed nami. Przy okazji organizujemy sobie znów wyścigi po tej równinie.
Na parenaście kilometrów przed Zagorą wjeżdzamy na asfalt. i od razu pojawiają się samochody terenowe [przeważnie Land Rovery] z reklamami warsztatów samochodowych. Proponują kompletny przegląd samochodu, przedmuchanie filtra powietrza i każda naprawę uszkodzonego pojazdu. Informację o naszej kolumnie pewnie mieli z mijanych na trasie oberży, których byłe z pięć po środku pustyni. Późnym wieczorem zajeżdżamy na camping w Zagorze. To był długi i zajebisty dzień pełen offroadowych wrażeń...

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek
prezes, po prostu prezes

waldekryba
4X4 Szczecin
Posty: 3213
Rejestracja: pt 28 sty, 2011

Re: Maroko 2019

Postautor: waldekryba » czw 07 mar, 2019

Ufffff , teraz to się spociłem , zapuszczone futro zgolić muszę . :572:

waldekryba
4X4 Szczecin
Posty: 3213
Rejestracja: pt 28 sty, 2011

Re: Maroko 2019

Postautor: waldekryba » ndz 17 mar, 2019

Piotrze , zaspałeś ?

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 17 mar, 2019

Nie, czekam na Jacka.
:oops:
prezes, po prostu prezes

Awatar użytkownika
Tanto
4X4 Szczecin
Posty: 4070
Rejestracja: pn 21 maja, 2007
Lokalizacja: Szczecin/ Dobra k.Now
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: Tanto » ndz 17 mar, 2019

oj tam, oj tam... budujemy napięcie ;-) ale jutro wrócę już do cywilizacji
Suzuki SJ510 LWB '85 "Kozunia"

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 17 mar, 2019

Kemping całkiem przyzwoity z niczego sobie węzłem sanitarnym. Na miejscu jest nawet kuchnia która przygotowuje posiłki dla chętnych. Samochody stoją wśród wysokich palm daktylowych. Cicho i spokojnie. W nocy temperatura spadała do zera, ale jakoś specjalnie zimno nie było. Na kempingu dużo zmotoryzowanych turystów z Niemiec i Francji. Stoi parę ciężarówek 4x4 oraz oczywiście terenówki. Zwykłych camperów na Fiacie czy Peugeocie też jest paręnaście.
Zagora leży na południu Maroka i jest chyba ostatnim "dużym" miastem w tej części kraju. Jakoś mi się skojarzyła z miastem przemytników z planety Tatooine z Gwiezdnych Wojen ;-). Wieczorem przespacerowałem się po mieście. Dość ciekawe to miejsce na ziemi. Niestety towarzyszy i tu widziany wcześniej afrykański bałagan. Piękne place i aleje sąsiadują z obskurnymi, brudnymi i zaniedbanymi zaułkami i uliczkami. Co sprawia czasami przygnębiające wrażenie. Przy okazji znalazłem też "ulicę warsztatową". W życiu takiego rozgardiaszu nie widziałem. Dookoła garaży porozrzucane części silnikowe, części karoserii [w zależności od specjalności warsztatu]. Wszędzie porozlewany olej lub ropa. Przy naprawianych samochodach stojące grupki oglądaczo-podpowiadaczy. Zdziwił by się ten który by myślał, że tam można tylko naprawić trzydziestoletnie Mercedesy lub Citroeny. Pod warsztatami widziałem cały przekrój terenówek, od Dyskotek trójek, przez paroletnie Toyoty na Patrolach kończąc. Ci mechanicy mają ręce pełne roboty przy samochodach zjeżdżających z pustynnych szlaków. Nie każdy szofer potrafi ogarnąć swego stalowego rumaka i stąd niestety awarie sprzętu.
Rano nasza karawana rusza w dalszą drogę.Kierujemy się na północ w kierunku Atlasu Średniego a dokładnie w kierunku Tinghir.
Krajobrazy z płaskich pustynnych powoli się zmieniają w górzyste. Jedziemy korytem wyschniętej rzeki, pod kołami mamy różne kamulce, od żwirku po kamloty wielkości głowy. Dość długo szukamy dogodnego wyjazdu z koryta. Zaczynamy się wspinać na przełęcze po drodze mijając wąwozy i kaniony niejednokrotnie 100 metrowej głębokości. Nie zdawałem sobie sprawy,że góry mogą mienić taką ferią barw. Od czerni przez szarości po zieleń oraz brąz. Zwyczajowo w mijanych wioskach spotykamy gromady dzieciaków z wyciągniętymi rękami "po coś od nas". Choć żebranie tutaj nie jest tylko domeną dzieci, dorośli również oczekują od nas czegokolwiek.
Co chwila zmieniamy kierunek jazdy tak jak nas prowadzą skalne półki po których się poruszamy. Szerokość tych ścieżek waha się od szerokich "dwukierunkowych" po wąziutkie ledwo mieszczące Patrola. I znów towarzyszy mi wieczny "banan" na twarzy kiedy przez otwarte okno słyszę niski bas dobiegający z mojego wydechu. Pięknie pracuje rzędowa szóstka z wolnym wydechem ;-) . W pewnym momencie droga jest tak wąska a nawis skalny nie pozwala na zboczenie ze szlaku. Jesteśmy zmuszeni zbudować objazd dla najszerszego auta z naszej kolumny. Samochody z wysokim zawieszeniem same pokonują ten problematyczny odcinek. I takie włóczenie po górskich ścieżkach towarzyszy nam do wieczora z przerwą na obiad we wczesnych godzinach popołudniowych.
Z ostatniej przełęczy zjeżdżamy bardzo ciasną serpentyną, na zakrętach, a właściwie agrawach 180 stopni niejednokrotnie zawracam Patrolem na dwa razy. Było na prawdę ciasno. Po zjeździe na równinę pędzimy dość szybko szutrówkami do Tanghiru. W mieście zaliczamy stacje paliw, robimy szybkie zakupy. Pieczywo, napoje, owoce. Znajdujemy również monopolowy. Niestety ceny zabijają.
Ja na szczęście mam jeszcze "mały zapasik" z hiszpańskiego Lidla i bałtyckiego promu ;-)
Tę noc spędzimy w hotelu. Hotel Kasbah Taborihte. Oj będzie "wypas" ;-)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek
prezes, po prostu prezes

wibrys
nawigator
Posty: 640
Rejestracja: pt 07 sie, 2009
Lokalizacja: Szczecin

Re: Maroko 2019

Postautor: wibrys » wt 26 mar, 2019

Prosiemy o ciąg dalszy...
Est modus in rebus.

Awatar użytkownika
Abo
4X4 Szczecin
Posty: 2978
Rejestracja: czw 25 gru, 2008
Lokalizacja: Szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: Abo » wt 26 mar, 2019

dalej Prezes :)
Abo

_______________________________
TANIO powiększam babskie cycki dotykiem, jak nie zadziała zwrot kasy!
Ranger Wildtrak 3,2; suka z lebiodką na simexach
firma, foty

waldekryba
4X4 Szczecin
Posty: 3213
Rejestracja: pt 28 sty, 2011

Re: Maroko 2019

Postautor: waldekryba » wt 26 mar, 2019

Zapodawaj.

Awatar użytkownika
ishimo
4X4 Szczecin
Posty: 3313
Rejestracja: ndz 13 lis, 2011
Lokalizacja: Szczecin

Re: Maroko 2019

Postautor: ishimo » wt 26 mar, 2019

Czekamy
Nissan Patrol GR Y61 RB25DET NEO

Jerry_GR
4X4 Szczecin
Posty: 3076
Rejestracja: ndz 11 paź, 2015
Lokalizacja: Szczecin

Re: Maroko 2019

Postautor: Jerry_GR » sob 20 kwie, 2019

Na Planet+ film dokunentalny z cyklu Świat z góry. Dzisiaj Maroko. Fajnie przez twórców pokazane. Faktycznie ciekawy kraj.

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » sob 20 kwie, 2019

To prawda, jest na co popaczać.
prezes, po prostu prezes

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 12 maja, 2019

Okazuje się że pod hotel nie ma dojazdu samochodem [swoją drogą ciekawe jak go zbudowali]. Parking jest przy drodze i tam zostawiamy samochody, do hotelu mamy ok 300 metrów i to z drugiej strony wąwozu. Na szczęscie za parę dirhamów [dosłownie] boy'e hotelowi targają nasze bagaże do pokoi.
Całkiem przyzwoity hotel, ciepła woda pod prysznicem, wifi, wygodne łóżka. Wieczorem wszyscy spotykamy sie na uroczystej kolacji. Na stoły wjeżdżają marokańskie przysmaki: tadżin zajebista kofta oraz zupa harira. do tego takie śmieszne pieczywo i oliwki. Wszystko bardzo smaczne z jednym zastrzeżeniem. Ani grama alkoholu. Na szczęście mamy zapasy w bagażnikach.
I impreza się na dobre rozkręciła.Szczególnie nasi marokańscy kelnerzy byli bardzo zadowoleni. Okazało się ,że nie przestrzegają tak mocno dogmatów ich wiary. Cały czas ochoczo podstawiali kubeczki aby im nalać cokolwiek z alkoholem. ;-)
Poranek okazał się bardzo chłodny. Termometry wskazywały minus 4 stopnie. A całą noc naszych samochodów pilnował Marokańczyk siedząc przy rozpalonym ognisku. 10 dirhamów od samochodu załatwiło płatny parking.
Wyruszamy do wąwozu Todra. Kawał dziury w ziemi z drogą na dnie, otaczające pionowe ściany mają miejscami po 130 metrów wysokości. Droga, niestety asfaltowa, wije sie dnem wąwozu przeplatając z płytką rzeką. Miejscami droga jest pokryta lodem co studzi nasze zapędy rajdowe. Wąwóz ciągnie się parę kilometrów i po wyjeżdzie zaczynamy się powoli piąć w góre. Temperatura staje sie przy okazji coraz bardziej przyjazna. Atakujemy Atlas Wysoki. Sceneria nie różni się zbytnio od tych które widzieliśmy w Atlasie Średnim. Skały maja barwę piaskowca a widoki sa marsjańskie[ w sumie to nie byłem na Marsie, ale tak sobie go wyobrażam ;-) ]
Droga po której się wspinamy nie jest zbytnio trudna, przynajmniej na razie. Dookoła rozciągają się płaskowyże oraz ogromne przestrzenie.
Nasza karawana pnie się ciągle pod górę a nasz szlak robi sie coraz bardziej stromy i wąski. Temperatura podskoczyła do 20-24 stopni, jedynie co nam doskwiera to kurz. Jest bardzo sucho i kurzy sie jak diabli. Wczesnym popołudniem docieramy do osady beduinów.
Tak na prawdę nie widać ich siedzib i nie wiadomo skąd wbiegają na nasza górska ścieżkę dziesiątki żebrzących Marokańczyków w wieku od 5 do 50 lat. I przechwytują z samochodów wszystko co tylko jest im podawane przez okno. Oczywiście najbardziej pożądane są Dirhamy. Przeciwny jestem takim kontaktom europejczyków z ludnością lokalną. Ale cóż zrobić, ci Beduini tak nas kojarzą, z jałmużną i prezentami.
Po kolejnych kilometrach jazdy korytami wyschniętych rzek oraz górskich ścieżek docieramy na szczyt przełęczy. Altimeter pokazuje około 2300 m npm. Stajemy na popas. Wieje jak cholera i wiatr co chwile zdmuchuje płomień pod kuchenką.
Ruszamy dalej, tym razem w dół. duża część naszego zjazdu wiedzie korytem rzeki. Oczywiście wyschnietej rzeki. Wczesnym wieczorem docieramy do asfaltu. Po drodze zaliczając zajebiście widokową trase w dolinie Dades. Gdyby tak mieć jakieś stare amerykańskie V8 z wolnym wydechem to było by dopiero wspaniałe wrażenie jechać tą drogą. Choć moja rzędowa szóstka w Patrolu wstydu tez nie przynosi. ;-)
Po zmroku docieramy na camping w Ouarzazate [po prostu Warzazat]. Nocka zapowiada się chłodna , ale mamy "farelke" ;-) ...

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
prezes, po prostu prezes

waldekryba
4X4 Szczecin
Posty: 3213
Rejestracja: pt 28 sty, 2011

Re: Maroko 2019

Postautor: waldekryba » ndz 12 maja, 2019

No , w końcu się Piotrze uruchomiłeś , myślałem że mułu zaciągnąłeś i się zamuliłeś . :595: :-D :-D

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 12 maja, 2019

Zebralem sie w końcu
:-D
prezes, po prostu prezes

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 12 maja, 2019

... Wieczorem odbyła sie kolejna zwyczajowa impreza integracyjna co było powiązane z ciężkim porankiem ;-)
Z rana stawilismy sie na śniadaniu, zwyczajowym marokańskim śniadaniu. No niestety, ja jako biały Polak, Europejczyk niestety w tych śniadaniach nie gustuje. Słodkie bułki z marmoladom połączone z naleśnikowym ciastem i nutellą to nie dla mnie. I niestety odpaliłem na śniadanie puszkę mięsną wyciągniętą z Patrola. Wzrok właścicielki knajpki był bezcenny gdy ujrzała różowiutką świnkę na puszce [muzułmanie nie jedzą wieprzowiny]. ;-)
Wczesnym porankiem wyruszylismy znów na pustynię. Niestety tym razem już na krótko. Pustynnymi ścieżkami pędzilismy w kierunku Ajt Bin Haddu -ufortyfikowanej wioski. Miejsce to jest znane jako plan filmowy chociażby z Gladiatora czy Gry o tron. Jest też wpisane jako zabytek UNESCO. U podnóża Ajt Bin Haddu jest rzeka, a właściwie rzeczka. Oczywiście nie omieszkałem sobie po niej pojeżdzić parokrotnie "żeby spłukać pył i piasek z podwozia" co powodowało nie małe zamieszanie wśród odwiedzających to miejsce turystów. Którzy to zamiast robić zdjęcia zabytkowi kierowali obiektywy swoich aparatów na fontanny wody wydostające się spod kół mojego Patrola.
Oczywiście nikt, absolutnie nikt nie reagował negatywnie na te wodne kąpiele ;-)
Dalsza droga dalej prowadziła pustynnymi ścieżkami w kierunku kolejnej atrakcji naszej włóczęgi. Wodospadów Uzud. Wczesnym popołudniem wyjechalismy na asfalt i ta nawierzchnia towarzyszyła nam przez najbliższe dni.
Już asfaltem wjechaliśmy na najwyższą dostępną asfaltową przełęcz Tichka. Wjechaliśmy na 2260 metrów. Niby żaden wyczyn, ale przez tą przełęcz prowadzi dość ważna droga którą odbywa się ruch ciężkich Tirów. I wyzwaniem była "walka " z nimi pod górę.
Wieczorem docieramy do Azilal, mieściny w której jest ponad stu metrowy wodospad Uzud. Całkiem fajne to miejsce, niestety okolica samych wodospadó wygląda jak Krupówki w sezonie. Setki straganów ze wszystkim. Troche to psuje krajobraz, ale trudno. Gen przedsiębiorczości Marokańczycy doskonale używają.
Po porannym oglądaniu wodospadu czekał nas kolejny "asfaltowy" dzień. Jazda marokańskimi drogami czasami przyprawia o dreszcz emocji. Ale trzeba go zaakceptować. Ja nie miałem z tym problemu na szczęście. Po południu zameldowaliśmy się w Marrakeszu na campingu. Całkiem fajnym, z możliwością wynajęcia "ogrzewanego" bungalowu. My wybraliśmy nasz skromny namiot dachowy. Będąc w tym mieście niie wypada nie udać się wieczorem na plac Dżami al-Fana. Taki wielki plac, targ jadłodajnię bardzo gwarną i pełną ludzi z wielu zakątków świata. Agnieszka z Jaśkiem w towarzystwie naszych znajomych pojechali taksówką na zwiedzanie. Ja zostałem z psiną w namiocie, gdyż zabieranie tam psa nie było by mądrym posunięciem.
W nocy temperatura znów spadła poniżej zera, więc "farelka" znów miała robotę ;-)
Pomysł z ogrzewaniem namiotu farelką całkiem dobrze zdawał egzamin. W środku panował komfort termiczny, do spania wystarczał tylko sam śpiwór. Gorzej było z wyjściem z namiotu, ale słońce szybko nagrzewało powietrze.
Po śniadaniu ruszyliśmy asfaltami na wschód w kierunku Atlantyku...

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek
prezes, po prostu prezes

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » czw 20 cze, 2019

... Zachodnia część Maroka czyli tak mniej więcej od Marrakeszu do Atlantyku to zdecydowanie europejska rzeczywistość. Szerokie autostrady, w miarę równe drogi krajowe, duże stacje benzynowe nie rzadko z restauracjami czy barami. Całkiem odmienny krajobraz drogowy niż jeszcze trzy dni temu, w centralnym i wschodnim Maroku.
Pędzi więc nasza kolumna z Marrakeszu w okolice Safi, w kierunku atlantyckich dzikich plaż. Przejazd mniej więcej 160 km zajmuje nam ze dwie i pół godziny. Na temat jady po asfaltach nie będę się tu rozpisywał, bo to mamy na co dzień. Ciekawym jest jest jeszcze to, że okalające nas pola uprawne są soczysto zielone co nie było by jakieś specjalnie niezwykłe z tą różnicą że jest w kalendarzu początek stycznia. Kiedy w naszej części Europy mamy ponurą zimę ;-)
Koło południa na horyzoncie daje się zaobserwować lekką mgiełkę co oznacza, że nieuchronnie zbliżamy się do wybrzeża.
Zjazd z drogi na plaże odbywa się po serii serpentyn, różnica poziomów między drogą z plażą wynosi jakieś 150 metrów. Bardzo fajny zjazd, a przy okazji zajebiście widokowy. Docieramy wreszcie na plaże. Wiatr przyjemnie wieje, temperatura na oko z 22 stopnie. Mamy do dyspozycji kilometry bezludnej atlantyckiej plaży i możemy sobie całkiem bezkarnie po niej się poruszać ! No po prostu bajka !
Ja jako mieszkaniec północno-zachodniej części Polski miałem już możliwość jazdy po plaży, naszej bałtyckiej, w Bułgarii jeździłem po czarnomorskiej, wjeżdżałem na plaże w Grecji, Turcji i Albanii ale żadna z tych plaż nie przypomina plaży na której stałem. A dokładnie podłoża czyli piasku.
Plaże zaatakowałem po małym przygotowaniu, jeszcze na dojazdówce załączyłem sprzęgiełka, blokada i reduktor. Potem dwójka i ogień ile fabryka dała w 4.2 TD. W oponach miałem jakieś 1,4-1,6 atm. Patrol wyrwał z kopyta i po dojazdówce szedł jak zły, oczywiście banan na mojej twarzy i zazdrosne spojrzenia nowych znajomych z wycieczki. Bo rozpędzony Y60 z wolnym wydechem robi wrażenie. I z tą dumą na twarzy wbijam na piasek plaży ...
No przejechałem jakieś 15 może 20 metrów i na tym skończyło się "moje rumakowanie" ;-) Patrol po prostu się zapadł po osie. Siadł na mostach i szlus. Jakież było moje zdziwienie !, co jest, jak to, przecież wiem jak po piachach jeździć, te wszystkie plaże na których byłem, przecież poligon drawski i jego kilometry piaszczystych dróg !
No niestety, ta plaża mnie pokonała. Piach niby grubo ziarnisty ale bardzo "rzadki" tzn jakoś słabo te ziarna piasku są ze sobą powiązane. Niestety ponad 3 tonowy Patrol nie dał rady, a bardzo chciałem sobie pojeździć po takiej plaży. I zaczęło się mozolne wyciąganie na twarde podłoże. Mój 12 i pół tonowy Escape miał co robić, Walka z wyciąganiem trwała około pół godziny ale zakończyła się sukcesem !
Nie był bym sobą, gdybym raz jeszcze nie spróbował, ciśnienie spuściłem do 0,9 -1,0 atm. Tym razem poszło mi o niebo lepiej, Patrol grzązł zdecydowanie mniej i jakoś udało się wreszcie zrealizować mój kolejny cel.
Na usprawiedliwienie mam, że nie tylko ja wkleiłem po osie. Zdecydowana większość kolegów swymi autami również nie poszalała po piachu. Jedynie "totalnie gołe" Jeepy JK bezkarnie zapierniczały po plaży. Cóż, dużo lżejsze i sporo mocniejsze na szosowych oponach. Ale i tak Patrol był lepszy ! ;-)
Po tych piaskowych atrakcjach rozbiliśmy obóz na plaży, rozpaliliśmy wielkie ognicho i grile. I to była zdecydowanie najlepsza impreza na tej wycieczce, szkoda że to był przed ostatni nocleg,zabawa trwała chyba do 3 rano.
Temperatura w nocy oscylowała około 7 stopni, więc było dość ciepło. Jedynie doskwierał mocny wiatr od morza ups oceanu ;-)
Przed południem następnego dnia opuszczamy naszą plażę i kierujemy się na miasteczko Sati. Znane głównie z dużej ilości zakładów ceramicznych, taki nasz Bolesławiec. Przy okazji zwiedzania miasteczka przechadzamy się wreszcie po prawdziwym marokańskim targu na którym jest wszystko. Od wcześniej wymienionej ceramiki poprzez stoiska z lokalnym zajebistym żarciem na ciuchach kończąc.
Wieczorem dojeżdżamy do Al-Dżadidy, bardzo ładnego miasta na wybrzeżu oceanu. Gwarne, kolorowe europejskie miasto, kapitalne do zwiedzania i złapania chwili odpoczynku. Przy okazji warto zwiedzić twierdzę wraz z podziemną cysterną na wodę pitną jeszcze z czasów kiedy je założyli Portugalczycy. Rano ruszamy dalej na północ. W kierunku znanej z filmu magicznej Casablanki

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
prezes, po prostu prezes

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 23 cze, 2019

... Al-Dżadidę z Casablanką łączy piękna równiutka autostrada. Nie bardzo zatłoczona, świetnie oznakowana płatna droga. Oczywiście z pełną infrastrukturą drogową w europejskim znaczeniu. Min z barami szybkiej obsługi, na jednym nawet zamawiamy prawdziwego hamburgera, takiego z krowy. Bardzo miła odmiana żywieniowa w porównaniu do ostatnich 10 dni ;-)
Przy okazji negocjujemy cenę biletów na prom którym następnego dnia rano mamy odpłynąć do Europy. Niestety cena nas nie zadowala, wg naszego przewodnika w porcie kupimy taniej. I tak pędzimy przed siebie na północ mijając wielkie plantacje korkowców [nie, nie tych pistoletów z lat '80 ;-) ]. Tylko drzew z kory których wycina się korki do wina.
Docieramy na przedmieścia Casablanki, trochę dziwne połączenie slumsów z nowymi lśniącymi osiedlami. I tak na przemian. slumsy biedoty i nowiutkie budynki mieszkalne, okazuje się ,że niestety nie dla każdego. Cena ich powoduje,ze duża ich część stoi niezamieszkana. Casablanka to duże miasto, a nasza kolumna kieruje się pięknym nad atlantyckim bulwarem pod meczet Hasana II. Drugi co do wielkości meczet na świecie i jednocześnie najwyższą budowlą Maroka. Budowla rzeczywiście robi wrażenie, jest po prostu ogromna, a blask marmurów którymi są wyłożone ściany jeszcze bardziej tę wielkość uwydatnia. Niestety, uzbrojeni w karabiny strażnicy pilnujący porządku nie wpuszczają mnie z psem nawet na ogromny plac przed meczetem. No cóż, c'est la vie. Grzecznie się oddalam i spaceruję pięknymi bulwarami w okolicy. Super piękne miejsce na relaks. A'propos naszej suki Shiry. Dziwne było to, że bardzo wiele osób przyglądało się mi z tym naszym pieskiem ze zdziwieniem, gdyż pies na smyczy w Maroku to widok nie codzienny. Do tego stopnia,że młode Marokanki prosiły o możliwość zrobienia sobie foty z naszą psiunią. Nie trzeba mieć Forda Mustanga, wystarczy ładny piesek i można panny rwać na pęczki ;-)
Wyjazd z Casablanki to doświadczenie którego chyba nigdy nie zapomnę. Marokańczycy w tym mieście traktują zasady ruchu drogowego w sposób bardzo nonszalancki. To że na skrzyżowaniu jest czerwone światło, wcale nie oznacza,że nie można na nie wjechać i zablokować ruchu. Co dziwne, każdy każdemu zajeżdża drogę, tarasuje przejazd, wymusza pierwszeństwo i oczywiście trąbi. Trąbi każdy, od piździka/motoroweru do autobusu i oczywiście nikt sobie z tego trąbienia nic nie robi. Gdyby ten styl jazdy zaszczepić w Polsce to co paręnaście metrów odbywały by się sparingi kierowców z urażoną dumą z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Marokańczycy do tego podchodzą na totalnym luzie i bez napinki. Dziwni jacyś ! Ten specyficzny, ciekawy i dynamiczny wyjazd z miasta trwał około półgodziny po czym trafiliśmy znów na uporządkowaną i przewidywalną autostradę.
Przy okazji odcinek autostrady prowadzi obok linii szybkiej marokańskiej kolei. Takie marokańskie TGV. Nawet mamy możliwość całkiem przypadkiem na mały wyścig.
Niestety, był to baaardzo krótki wyścig ze składem TGV Duplex, po prostu on pojechał, a ja swoim Patrolem też pojechałem. Tyle, że nie wiele dalej w tym samym czasie ;-)
Po drodze mijamy zjazd na stolicę Maroka Rabat. Trochę droga się dłuży a za oknem mijamy już typowo europejskie pejzaże. Zielone pola uprawne i plantacje cytrusów. Wieczorem docieramy do Tangeru. Wielkiego portu w cieśninie gibraltarskiej. Oczywiście po zostawieniu bagaży z hotelu wychodzimy na wieczorno-nocny spacer okolicznymi bulwarami. Wszędzie nowoczesność i rozmach, piękne świetlne iluminacje i nowoczesna marina. Na prawdę robi to na nas wielkie wrażenie.
Rankiem wyruszamy do portu na prom, okazuje się,że terminal jest odległy około 30 km od Tangeru. Ogromny nowoczesny terminal promowy wykuty w nadbrzeżnych skałach.
Prom który miał odpłynąć do Algeciras w Hiszpanii o 11.00 odpłynął o 14.00 ;-) I to pokazuje w jaki sposób podchodzą Marokańczycy do wcześniejszych ustaleń w kasie ;-). A przy okazji okazało się,że cena biletów w porcie była wyższa niż u agentów na autostradzie.
Po mniej więcej godzinie rejsu naszym oczom ukazała się potężna skała Gibraltaru ! Fascynujący widok. Po dobiciu do portu odbyła się szybka kontrola celno-paszportowa i my jako obywatele Unii przejechaliśmy granicę w 15 minut.
Znów byliśmy w Unii Europejskiej. Fajnie jest być znów w Europie. Jeszcze tylko 3200 km i będziemy w domu. ;-)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek ObrazekObrazek
Obrazek Obrazek
prezes, po prostu prezes

Awatar użytkownika
prezes
Prezes 4x4 Szczecin
Posty: 7969
Rejestracja: śr 14 lut, 2007
Lokalizacja: szczecin
Kontaktowanie:

Re: Maroko 2019

Postautor: prezes » ndz 23 cze, 2019

Podsumowanie:
Czy Maroko jest fajne ?
- jest po prostu zajebiste, zdecydowanie południowo wschodnia pustynna część. Kamienista hamada i piaszczysty erg po prostu bajka dla wszystkich maniaków 4x4 !
Czy w Maroku jest tanio ?
- i tak i nie, bywa po prostu drogo i Arabowie wiedzą jak z turystów kasę wydrzeć, żywność, paliwo do przyjęcia, restauracje są raczej tanie.
Czy w Maroku jest bezpiecznie ?
- nie czułem się jakoś mocno zagrożony, na pewno znacznie bezpieczniej jest na pustkowiach niż w skupiskach miejskich, poza tym jest widoczna na każdym kroku mnogość patroli policyjnych
Czy w Maroku czułem się dobrze ?
- to jest inna kultura, inne zwyczaje oraz inne postrzeganie świata. Nie nie czułem się wśród Marokańczyków dobrze.
Czy kobiety mogą czuć się w Maroku komfortowo ?
- zdecydowanie nie, i nie ma tego co roztrząsać. Tak po prostu jest i jest to wybitnie męski świat.
Czy w Maroku jest smacznie
- w restauracjach zjesz bardzo smacznie, choć szaszłyka ze schabu nie uświadczysz ;-)
Czy bym do Maroka wrócił powtórnie ?
- na samą pustynię i na plaże Atlantyku zdecydowanie tak ! No niestety to jest nawet od promu daleko, mniej więcej 900 km.

Maroko mimo wszystkich tych za i przeciw jest warte odwiedzenie, cały czas mam na myśli ludzi zarażonych offroadem. Jest tam dla nas tysiące wspaniałych ścieżek pustynnych i górskich z tak inną specyfiką offroadu nie spotykaną w Europie [jeśli chodzi o jazdę po górach] i co najważniejsze. Nie widziałem nigdzie zakazu wjazdu czy innego szlabanu !
Może jednak jeszcze kiedyś się tam wybiorę.

Piotrek Machowski "Prezes"
Obrazek
prezes, po prostu prezes


Wróć do „Imprezy 4x4”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości